sobota, 9 kwietnia 2011

Stop loss

W poszukiwaniach emocjonalnej energii mamy dwie klasyczne możliwości - możemy zwiększać zasoby albo zmniejszać straty. Kilka słów o tej drugiej metodzie.

Doświadczenia i obserwacje pokazują, że dużo emocji wzbudzają (na pewnym poziomie niedojrzałości) sytuacje, na które nie mamy wpływu. Przy okazji takie, które wbrew pozorom nie dotyczą nas aż tak mocno jak by się instynktownie wydawało. Albo inaczej: stopień w jakim nas dotyczą jest w 100% kwestią naszego wyboru. Naprawdę nie jest nadany z góry albo ustawowo ustalony, jedyny słuszny.

W relacjach dookoła można mieć pretensje o to, że ktoś nie zachowuje się tak jak my byśmy chcieli. Mamy jakiś swój własny scenariusz rozwoju sytuacji, a ktoś jak by go zupełnie nie znał. Albo co gorsza znał i z premedytacją stosował jakiś inny - swój, za przeproszeniem "własny". Skandal. No to się można zdenerwować - prawda?

Na płaszczyźnie społecznej największe straty niezdrowo-emocjonalne będą na terenach naiwnie rozumianej polityki. Źródłem bywa często (obiektywnie patrząc absurdalny) pomysł, żeby politycy coś dla/za kogoś zrobili. A Ty kiedy ostatnio zrobiłeś/aś coś dla nich? Nigdy w życiu? To skąd pomysł, żeby oni mieli się zająć czyimkolwiek szczęściem zamiast swoim własnym? A, że narzędziem do tego jest forsowanie poglądów dla Ciebie szkodliwych... Na tym polega tak chwalona demokracja - nie jest ważne jaka jest prawda, tylko które poglądy są silniej popierane.

Jedyne co możesz zrobić, to forsować własne. Jeżeli Ci nie żal czasu, bo zamiennie można by wtedy forsować hobby, firmę albo rodzinę. Czy to nie piękny energetycznie wybór? Cenne rzeczy, na które masz wpływ. Nie musisz się już frustrować. Masz swoje jednoosobowe państwo.

Reasumując polecam sprawdzić czy pogodzenie się z okolicznościami, na które nie mamy wpływu nie jest przypadkiem dobrym energetycznie pomysłem. Przyjąć, że sporo sytuacji jest niczym pogoda za oknem. Deszczowa też miewa swój urok, mało tego jest niezbędna.

Zamiast irytować się, że ktoś nie zgadł albo się nie domyślił może warto rozejrzeć się za możliwościami, jakie wynikają z innych (nie naszych) scenariuszy? Także w społeczeństwie, gdzie wszelkim nawet patologiom zawsze towarzyszą beneficjenci. Dobrze, żeby to byli nasi ludzie. I żeby ich to cieszyło.

Tylko, że to nie jest proste bo sporo z Was ma niepohamowany pociąg do zmieniania innych albo, co gorsza, do zbawiania społeczeństwa (chociaż głównie na płaszczyźnie jałowych dyskusji). I to w przekonaniu, że robicie to (!) dla innych, a to już rekord.

Ciernista droga przed Wami (niektórzy) i jeszcze sporo emocji z Was wyparuje do momentu zanim odwrócicie ten mechanizm. Żeby zagrał dla Was i dopiero wtedy wiatr w żagle.



------------------------------------------------- Pozdrawiam! Reszta na drugim blogu.

PODAJ DALEJ - - - >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne (ostatni miesiąc)